środa, 02 stycznia 2008
środa, 02 stycznia 2008
CIOCIA FRANIA czyli ROZMOWY Z DUCHAMI

Od kogoś trzeba zacząć... A ponieważ była najstarsza z rodzeństwa i sama własnej rodziny nie założyła, zacznijmy właśnie od niej. CIOCIA FRANIA. Czyli Franciszka Kowalewska.

 Nowo-Święciany 1929 r.

Urodziła się w 1894 roku w Garbunach Wileńskich (Garbūnai), gmina Zabłocińska (Zablatiškė), powiat Święciański (Švenčionys). Wówczas Kowalewscy tam właśnie, w Garbunach, mieszkali. Ochrzczona została w kościele pw. św. Józefa w Połuszu (Palūšė). W Ksiegach parafialnych pozostał zapis:

1894 года августа 6 дня въ Полушскомъ пръ. кocтѣлѣ окрѣщѣнъ млодѣнѣцъ по имѣни Франциска Aдама и Coфии ур. Юсисoвной Ковалевскихъ зак. дочь родившаяся сѣго 1894 года августа 4 дня в Гарбунахъ.. Воспъ. были Андрей Ковалевский съ Эвою Гарбовского супругою Андрея.

[1894 roku sierpnia 6 dnia w Połuskim parafialnym kościele ochrzczono dziecię imieniem Franciszka Adama i Zofii ur. Jusisówną Kowalewskich małżonków córkę, urodzoną tegoż 1894 roku sierpnia 4 dnia w Garbunach. Rodzicami chrzestnymi byli Andrzej Kowalewski z Ewą Garbowskiego żoną Andrzeja].

Miejsce samo w sobie jest niesamowite i urokliwe. Leśne jeziora i pagórki. Krajobraz niczym z miłoszowskich wierszy, czy doliny Issy. Bo diabłów i duchów w naszych stronach też nie brakowało, i nie bez kozery wspominam to właśnie w tym miejscu, pisząc o cioci Frani. Ale po kolei.

Od dziecka miała słaby wzrok, zdając więc sobie sprawę z własnej ułomności postanowiła nie zakładać rodziny. Drobna, niewysokiego wzrostu, w wieku 6 lat, około roku 1900, wysłana została od Wilna do Nazaretu - czyl do szkoły dla dziewcząt prowadzonych przez siostry Nazaretanki. I z pewnościa pod ich wpływem Frania postanowiła poswięcić się Bogu.

Ponieważ ówczesne wymagania stawiane przed kandydatkami do klasztorów były dość wysokie (opócz spełnienia warunków dotyczących odpowiedniego pochodzenia, majątku), należało być odpowiedniej kondycji zdrowotnej - Frania, ze względu na wspomnianą wcześniej wadę wzroku - nie została przyjęta do żadnego zgromadzenia habitowego. W tej sytuacji zdecydowała się na III Zakon Franciszkański - czyli została TERCJARKĄ, to znaczy, używając dzisiejszej terminologii zakonnicą świecką.

   Franciszka Kowalewska, Wilno 1915 r.

Po opuszczeniu Nazaretu, chcąc być przez cały czas jak najbliżej kościoła, Frania pracowała jako gospodyni na plebaniach w różnych parafiach archidiecezji wileńskiej. Przez pewien czas u swego wuja-księdza Michała Wieliczko w parafii Mickuny (Mickūnai).

 Mickuny, koniec lat '20.

Miłość do Boga i Kościoła dość szybko przybrało formę chorobliwej, acz kolwiek zupełnie nieszkodliwej dla otoczenia dewocji. Każdą chwilę Frania poświęcała modlitwie, każdy zaoszczędzony grosz ofiarowywała na kościół...

Świadectwo przyjęcia do Solidacji Klaweriańskiej Związku Mszalnego, zaledwie 5 miesięcy przed agresją sowiecka na Rzeczpospolitą.

Frania - jak twierdziła - posiadała niezwykłe umiejetności... Potrafiła nawiązać kontakt z duszami osób zmarłych. Pierwszy raz przekonała się o tym zupełnie nieświadomie - kiedy pewnej nocy, jeszcze w Nazarecie, przyszła do niej zmarła w 1915 roku młodsza siostra Emilia. Kiedy indziej, w Mickunach, rozmawiała z duchami dwóch nieżyjących od dłuższego już czasu księży. Pewnego razu, pod koniec lat '20 Frania miała sen. Przyśniła jej się zmarła kobieta, która przyszła do Frani zza światów z misją. Nieboszczka pochodziła z Wilna, była żoną drobnego sklepikarza z ulicy Niemieckiej, matką 13 letniej dziewczynki. Zmarła prosiła Franię o pomoc. Dziewczynka zapadała na gruźlicę, a ojciec-wdowiec zupełnie nie zauważał pogarszającego się stanu zdrowia córki. Sen powtarzał się przez kilka tygodni. Za każdym razem kończył się prośbą zmarłej o uratowanie córki. Frania z ciekawości wybrała się na ulicę Niemiecką by zobaczyć, czy taki sklep rzeczywiście się tam znajduje. Wszystko się zgadzało. Nie było więc innego wyjścia jak porozmawiać z właścicielem sklepu, który rzeczywiście był od kilku miesięcy wdowcem i miał 13 letnią córkę. Po wypełnieniu misji sen przestał się powtarzać, ale... Pewnej nocy Frania miała widzenie, kolejny raz przyszedł duch zmarłej kobiety - tym razem z prośbą by Frania wyszła zamąż za wdowca. Tym razem Frania była bezradna, złożyła już bowiem śluby czystości, była zakonnicą. Na szczęście jednak zmarła nie nachodziła już więcej biedej Frani.

 Franciszka Kowalewska, Wilno 1923 r.

Frania po wojnie do Polski nie wyjechała. Początkowo mieszkała u siostry Heleny Skinderowej w Nowo-Święcianach przy ul. Górnej. Dom rodziców, na Podrzecznej, spalił się w 1942 r. Następnie przeprowadziła się do Wilna, gdzie mimo sowieckich represji i prześladowań pozostała wierna Kościołowi.

Franciszka Kowalewska, 1952 r.

Wspominając ciocię Franię nie sposób nie przywołać tu postaci Aleksandra Iwaszki z Popiszek (Papiškės) koło Podborza (Pabarė) - czyli  ŚWIĘTEGO OLKA, proroka który przepowiedział upadek Związku Radzieckiego. Historię OLKA opisał Józef Mackiewicz w "Drodze donikąd", a naukowo dziejami  popiskiego proroka zajmuje się dziś także dr Maria Krupoiwies z Uniwersytetu Wileńskiego.

 A nasza Frania - opiekowała się tym wiejskim prorokiem, kilka razy przywoziła go do Nowo-Święcian, gdzie właśnie w domu Skinderów wygłaszał swoje proroctwa, przepowiadał ludziom przyszłość, udzielał informacji o zaginionych w czasie wojny. I nikt chyba by się tego niespodziewał, ale ślad po Frani pozostał do dziś, oto fragment pracy naukowej o Olku Iwaszce, zawierającej relacje świadków życia "świętego z Popiszek": Jadzia (siostra Oli) jak wyszła za mąż, to najgorzej było. Tylko że ludzie pomagali, przyjezdne. Wszystkiego naważali – i jedzenia, i pieniędzy, i ubrania. Bez przerwy jechali. Kobiety po tygodniu siedzieli. Taka staruszka jedna, Frania z Wilna, zakonica, też Litwinka, pamiętam, taka starenka. To ona tutaj po parę tygodni jemu jeść gotowała, i bielizna myła jemu, i koszuli, i wszystko – tak patrzyła jego. I on jej tak uważał… (http://www.magwil.lt/archiwum/2003/mww7/Liep9.htm) To właśnie o naszej cioci Frani(!).

Frania zmarła w 1983 roku w Wilnie. Została pochowana razem ze swą najmłodszą siostrą Zofią w Kojranach pod Wilnem.

 1979 r. Jedno z ostatnich zdjęć.

Nie miałem szczęścia znac jej osobiście. Z czasów przedwojennych pamięta ją moja babcia. Frania była raz u nas w Pruszkowie, pod koniec lat '60, przy okazji odwiedzin sióstr (Józi i Moniki) w Łęczycy. Właśnie z tej podróży pochodzi poniższe zdjęcie (zamieszczam dzięki Ani Jankowskiej-Palczak):

Stoją od lewej: Wiktor Jankowski, Czesław Dorabialski; siedzą od lewej Monika Jankowska, Józefa Dorabialska, Franciszka Kowalewska, Helena Skinder.

Przypomniała mi się zabawna historia związana z ciocią Franią. Pewnego razu, jakoś w latach siedemdziesiątych Teresa (córka Moniki Jankowskiej) i Roman Siemaszkowie wybrali się do Wilna i do Nowo-Święcian. W Wilnie na dworcu kolejowym spotkała ich ciocia Frania, będąca już wówczas po siedemdziesiątce. Po krótkim przywitaniu wzięła jedną z walizek i ruszyła przodem do domu. Teresa, w trosce o zdrowie cioci, zaproponowała, żeby trochę odpocząć. - Jak jesteście zmęczeni to odpoczywajcie, wiecie gdzie mieszkam - odpowiedziała Frania i dziarskim krokiem ruszyła przed siebie. Taka była. A tajemnica jej żywotności tkwiła w tym, że do późnej starości kąpała się w Żejmianie.

w stroju litewskim, ok. 1961 r.

- Jak jesteście zmęczeni to odpoczywajcie, wiecie gdzie mieszkam - odpowiedziała Frania i dziarskim krokiem ruszyła przed siebie. Taka była. A tajemnica jej żywotności tkwiła w tym, że do późnej starości kąpała się w Żejmianie.

A Wy? Słyszeliście o Frani? Macie może jakieś wspomnienia z nią związane?

Ciocia Frania odwiedziła Łęczycę i naszą rodzinę także w latach 70-tych.
Ja byłem u niej także w Wilnie kilka razy – wspomina Tadeusz Jankowski – zwiedzałem Ostrą Bramę, zamki, miejsce z sercem Józefa Piłsudskiego. To były trudne czasy. Odwiedzałem także miejsce po rodzinnym domu na ulicy Baranowskiej, gdzie Jankowscy Hieronim i Wiktor mieszkali razem z rodzinami, spalonym w czasie wojny. Sam komin stał bardzo długo. Na tym miejscu wybudowano nowy dom.
Podczas wizyty w Łęczycy ciocia Frania opowiadała bardzo dużo o Oluku. W czasie, gdy miał wizje, komuniści go bardzo męczyli, przeprowadzając na nim różne doświadczenia. Przypalali go papierosem, ściskali palce, ranili go. W czasie wizji nic nie czuł, ale ból pojawiał się zaraz po przebudzeniu. Ciocia była bardzo miłą kobietą, nic złego na nikogo nie mówiła, ani nie obmawiała – dodaje Julia, żona Tadeusza.
JANUSZ JANKOWSKI

Jedno z ostatnich spotkań sióstr Kowalewskich w komplecie. Od strony lewej stoją: Helena Skinder, Krzysztof Jankowski, Monika Jankowska z Elżbietą Jankowską na rękach, Józefa Dorabialska, Anna Jankowska (dziękuję za zdjęcie), Franciszka Kowalewska.